Od halabardy do Skutninga przegląd technik i środków gaszenia pożarów na przestrzeni 100-lecia Straży Pożarnej w Lublinie.”
W średniowieczu o wybuchu pożaru alarmowano przy pomocy dzwonów kościelnych i miejskich. Udział w gaszeniu ognia i ratowaniu dobytku bronili mieszkańcy Lublina, członkowie cechów, a szczególnie cieśle, murarze i kominiarze. Brali też udział strażnicy miejscy uzbrojeni w halabardy. Jako sprzęt używane były – drabiny, wiadra, siekiery, tłumnice. W XVIII w. wprowadzono sikawki ręczne, które obsługiwali przeszkoleni ludzie /czeladnicy/. Konie do pożaru brano od prywatnych właścicieli. Wodę czerpano ze studni przy pomocy czerpaków, a noszono ją w stągwiach. Na początku XIX w. zastosowano wozy z beczkami na wodę. W XIX stuleciu organizacja ochrony przeciwpożarowej spoczywała na władzach miasta. Udział w gaszeniu pożaru brali – miejscy dozorcy nocni i gospodarze /dozorcy/ domów, którzy mieli obowiązek zgłoszenia się ze sprzętem i wodą /!/. Właściciele koni zapewniali podwody do 10 sikawek i drewnianych beczek.
Po 1829r. przygotowano miejskie stągwie do noszenia wody, dokupiono 6 sikawek. W 1831r. Rząd powstańczy organizował batalion ogniowy, zlikwidowany po upadku powstania listopadowego. W 1874r. nastąpiło powołanie zawodowej straży pożarnej w Lublinie, pod komendą brandmajstra, w składzie – 18 kominiarzy, 6 kominiarczyków, 16 stróży nocnych, których zadaniem na co dzień było czuwanie nad bezpieczeństwem miasta, zapobieganie bójkom, pijaństwu i kradzieży. Było też 6 latarników, 12 śmieciarzy oraz 12 woźniców, pompiarz i sygnalista, czuwający nad stanem pomp. Po 1875r. nowo powołaną straż pożarną zaopatrzono w – 2 sikawki ręczne, 5 sikawek, 9 drabin drewnianych i plecionych, 96 węży skórzanych, 36 czerpaków do wody, 19 siekier, 12 konnych beczek na wodę, 2 hydropulty. O pożarze alarmował dzwon na wieży. Dyżurni strażacy jechali z koszar do pożaru. Kominiarze i woźnice, jeśli byli w pracy, porzucali ją, kominiarze biegli do ognia, a woźnice wyprzęgali konie i wierzchem cwałowali do Straży po sprzęt i zebranych tymczasem w koszarach ludzi. Miejscy stróże nocni i dozorcy domów, spieszyli do ognia z własnymi narzędziami i wodą. W 1882r. do straży przyjęto dalszych 10 nocnych stróżów, zwiększając ich liczbę do 26. W 1886r. zakupiono dodatkowe konie do zaprzęgów straży. W 1893r. wprowadzono nowy system organizacyjny, do pożaru jako 1-sze wyjeżdżało „pogotowie”, tj. wóz z „instrumentami” czyli ze sprzętem, 1-na sikawka, 2 beczki z wodą, wóz z topornikami i wodo pompa. Reperacją sikawek zajmowało się 3 szprycmajstrów. Skład straży uzupełniano o 4 strażaków i 2 kominiarzy. W 1903r. zakupiono 30 nowych węży. W 1916r. straż była zaniedbana, brakowało nawet toporów. Stróże nocni, to ludzie starzy i niedołężni, z których nie ma pożytku w straży. Stan etatowy straży wynosił 70 ludzi, w tym 21 kominiarzy. Do pożaru wyjeżdża – wóz pogotowia strażackiego z przenośną sikawka, 3 sikawki 2 cylindrowe, w tym jedna na kołach, 8 beczek żelaznych na wodę. W 1919r. do pożaru jechało 16 strażaków /1 zmiana/, kominiarze byli zwolnieni z tego obowiązku. Powołano Ochotniczą Straż Ogniową przy Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”. Po 1919r. kominiarze powrócili do służby. W 1924r. etat w straży wynosił 28 strażaków na dwie zmiany, oraz 20 kominiarzy.
Pożarna, która przejęła obowiązki i służbę ewakuowanej Straży Zawodowej, dysponowała, pozyskanymi przez komendanta Mazurka 6 samochodami, w tym jedną polewaczkę miejską z autopompą, pozostałych 5 wozów zaopatrzonych było w motopompy. Szczęśliwie też udało się zgromadzić 8 aparatów tlenowych firmy „Lech”, około 2 tyś. metrów węży, drabiny itp. sprzęt. Co było przysłowiową „kroplą w morzu – dosłownie – ognia” – potrzeb. 1949r., w tym roku ze Straży odeszli ostatecznie kominiarze, co pozwoliło zwiększyć stan osobowy o 10 strażaków. Miejska Straż Zawodowa skład
ała się więc z 74 ludzi i posiadała: 10 samochodów, 10 motopomp, 2 autopompy, 4 tyś. mb węży gaśniczych, 30 – osobowy ponton do walki z powodzią i inne sprzęty gaśnicze. W 1956r. oddana została do użytku nowa strażnica pożarna przy ul. Szczerbowskiego 6, co umożliwiło rozwój i prawidłową działalność straży.
h. Celem tej demonstracji było pokazanie błyskawicznego nieomal efektu gaśniczego oraz poruszania się strażaka w pianie bez aparatu tlenowego! Jest to możliwe, bowiem w banieczkach tej piany występuje powietrze – jako jeden z jej składników, które jest wystarczające do oddychania przez krótki okres czasu specjalnie przeszkolonego strażaka. Jak to działa? Otóż – kierowca uruchomił silnik agregatu pianotwórczego typu MI-Ex, który napędzając dmuchawę wytwarzał ciąg powietrza pod znacznym ciśnieniem. Część załogi zasilała tym czasem aparat wodą z pojazdu GBAM, polskiej produkcji typu „Jelcz”. Z rękawa o średnicy 150 cm i długości regulowanej do 30 m, zaczął dobywać się strumień piany lekkiej, który szybko wypełnił zamknięte pomieszczenie – w tym wypadku, zaimprowizowane, druciane – izolując szczelnie strefę palenia się od dostępu tlenu z powietrza. Do piany – w ubraniu żaroodpornym wchodzi strażak i wykonuje rutynowe w takich razach działania. Dodajmy, że piana wysokospieniona tym różni się zwykłej piany gaśniczej, iż jest nadzwyczaj lekka i szybko wypełnia cały budynki, duże hale produkcyjne i magazyny. Wydajność agregatu podającego tę pianę wynosi 200 m sześciennych na minutę! Pianą taką gasi się propan, butan, produkty naftowe, eter, aceton, rozpuszczalniki organiczne, papier we wszystkich postaciach, opony, tworzywa termoplastyczne, piankowe, żywice syntetyczne itp. Do wytworzenia 1m sześcienny piany zwykłej potrzeba 125l wody, oraz 4-7 litrów środka pianotwórczego, do wytworzenia 1m sześciennego piany wysoko spienionej potrzeba zaledwie 1l wody i 0,02l środka pianotwórczego. Piana wysoko spieniona nie posiada – co jest ważne – właściwości plamiących. Nowością pokazów z 1974r. był też wór ratunkowy, którym bezpiecznie można ewakuować ludzi z II-go piętra palącego się budynku. Jednym z trzech najnowocześniejszych urządzeń, środków niezbędnych do prowadzenia akcji gaśniczo-ratunkowej podczas skomplikowanych i trudnych pożarów były –mechaniczna piła tarczowa do cięcia żelbetonu i stali. Tarcza tnąca tej piły wykonana została z utwardzonej gumy, ale obroty jej dochodziły do 30 tyś obrotów na minutę! Piła napędzana była przez I-cylindrowy silnik o bardzo małych gabarytach i mocy, ale za to wysokich obrotach. No, cóż – nie ma to jak szwedzka piła, bo takiej właśnie produkcji było to urządzenie. Drugą ciekawostką pokazów był proszek gaśniczy z agregatu proszkowo-doczepnego P-250. Wyrzutnikiem proszku – jak objaśnił komentator pokazów – jest azot o ciśnieniu roboczym wynoszącym ok. 20 atmosfer. Wydajność wynosi ok. 2kg proszku na sekundę z jednego pistoletu. No, i jakbyśmy powiedzieli hitem pokazów jubileuszowych – była prezentacja najnowocześniejszego ciężkiego pojazdu bojowego marki „Skuting”. Pojazd ten wykonany został na podwoziu „Steyer” austriackiej firmy „Steyer Puch”, przeznaczony był przede wszystkim dla zakładów przemysłu rafineryjnego i petrochemicznego. Dla celów pożarniczych wyposażony został w dwa zbiorniki – jeden do przewożenia środka pianotwórczego w ilości 9 tyś litrów, a drugi przeznaczony do przewożenia wody w ilości 4 tyś litrów. Zaopatrzenie wozu w te środki gaśnicze pozwala na prowadzenie długotrwałej akcji ratunkowej. Cały system – co szczególnie podkreślono – został całkowicie zautomatyzowany, może więc być uruchamiany i kontrolowany z kabiny kierowcy lub z zewnątrz przez jednego strażaka. Wóz posiadał także system zdalnego sterowania elektrohydraulicznego i możliwość jego obsługi z odległości ok. 20m. Autopompa „Skutinga” miała dużą wydajność tj. 3200l/m, wydajność zaś działka wynosiła 2400l/min. Zasięg rzutu wody lub piany ok. 60 metrów. Waga „Skutinga” 28 ton a cena? Według ówczesnego „przelicznika” wóz kosztował ok. 4 mln 200 tyś złotych.